środa, 16 lipca 2014

W&W Rozdział 2



Rozdział 2 „Utracone wspomnienia”

  Leże na podłodze, chyba spadłam z krzesła. Ten ból jest tak strasznie mocny, że nie mogę krzyczeć czy się ruszyć. Ktoś krzyczy, ale kto ? Nie wiem. Wszystko się zamazuje, krzyk zanika. Nie widzę już nic, zapadła ciemność, pustka wokół ,nie ma nic.
   Pośród pustki nie wiesz czy czas zwolnił, przyspieszył, może równie dobrze płynąć normalnie. Nie wiem, bo wokół nie ma nic by to stwierdzić.
   Cały czas leżąc w tym miejscu tak jak straciłam przytomność,kątem oka zauważyłam pojawiające się białe drzwi. Powoli wstałam i skierowałam się w ich kierunku, stanęłam przed nimi. „ Ciekawe dokąd one prowadzą ? Ale z racji ,że jestem w swojej podświadomości, to wolę ich nie otwierać.” Nagle poczułam jakby ktoś mnie dotkną. Zignorowałam to jednak, nikt prócz mnie nie mógł tutaj przebywać. Stałam zamyślona przed tymi drzwiami, gdy znów coś poczułam, tym razem jakby coś spoczywało na moim lewym ramieniu. Przeszedł po mnie lekki dreszcz. Spojrzałam na nie, spoczywała na nim dłoń. Mogłam krzyczeć,ale nasuwało się pytanie „Po co?” to mój mózg, przecież nikt mnie nie usłyszy i nie przyjdzie na ratunek. Obróciłam się ale nikogo za mną nie było, ta ręka cały czas spoczywała na moim ramieniu, powoli zaczęła napawać mnie obrzydzeniem.
-Gdzie jesteś? – w odpowiedzi usłyszałam cichy śmiech. Nie wiem, czemu ale zdawało mi się, że znam go. Ręka na moim ramieniu podskoczyła pięć razy i wskazywała palcem do góry, spojrzałam tam. Nade mną unosił się chłopak w długich śnieżno białych włosach,takie jak moje. Nie miał on prawej ręki.
- O brawo…znalazłaś mnie.- uśmiechną się lekko ironicznie i strasznie sztucznie. Zniknął i pojawił się tuż przede mną, aż się wywróciłam.- Nic się nie zmieniłaś- zimny,sztuczny, ironiczny uśmieszek zastąpił bardziej ciepły i czuły.-jak byłaś młodsza dość często upadałaś.-powiedział podając mi dłoń i pomógł wstać.
-Kim jesteś ?- gdy zapytałam jego twarz nagle posmutniała, a jego szare oczy lekko świeciły.
-Czyli naprawdę mnie nie poznajesz? Jestem Yuki – kiedy otworzyłam usta by odpowiedzieć, on z wyprzedzeniem powiedział.-Nie musisz nic mówić, doskonale zdaję sobie sprawę jaka będzie odpowiedź.-światło w jego oczach zgasło prawie całkowicie, spuścił smętnie głowę.
- To czemu mi nie przypomnisz ? - natychmiastowo uniósł głowę do góry i znowu można było zobaczy w jego oczach iskierki, zachowywał się jak ja dwa lata temu czyli jak szczeniaczek.
-Mam nawet pewien pomysł jak.- białe drzwi jakby same się otworzyły, a chłopak złapał mnie za rękę i wciągnął za nie do białego światła.-Witam w najważniejszym wspomnieniu o mnie. To chwila w której się spotkaliśmy.- powiedział cicho.
   Widziałam małą dziewczynkę o brązowych włosach w wieku 6 lub 7 lat, to byłam Ja. Siedziałam na ziemi i patrzyłam jak rodzice obierają winogrona w ogrodzie u sąsiadów z działki. Nagle wstałam ,podeszłam do swojego taty, szarpnęłam go lekko za spodnie, by zwrócił na mnie swoją uwagę i zapytałam- Tato, co by się stało gdybym zniknęła?
-Skarbie.-ukucnął przede mną i położył rękę, na głowie.-płakał bym gdyby coś takiego się stało. Nie tylko ja by płakał i tęsknił. – przytuliłam się do niego. Skąd u 6-7 latki takie pytania? W tamtym okresie czasowym nie czułam się zbyt potrzebna, bo zwracali na mnie mniej uwagi niż zwykle. No cóż rozumowanie dziecka. Gdy skończyłam się tulić do taty, poszłam do mamy i zadałam jej to samo pytanie. Odpowiedziała mi ona- W ogóle bym nie tęskniła za tobą-moje teraźniejsze ja zaczęło płakać to wspomnienie bolało. Uśmiechnęłam się do niej krzywo, obróciłam się i pobiegłam w stronę furtki, gdy byłam już na drodze  potkanęłam się o kamienie, nie mogłam już powstrzymać łez i wtedy przede mną pojawił się białowłosy chłopiec. Podał mi rękę i pomógł wstać, rzuciłam mu się na szyję i w tym momencie pojawiliśmy się w domku na mojej działce. Grzebał po szafce, aż w końcu wyciągnął apteczkę i zaczął opatrywać moje zdarte kolana.
-Dziękuję - powiedziałam przez łzy.
-No to teraz kolejne wspomnienie.- usłyszałam za sobą jego smutny głos.
    Pojawiliśmy się w moim domu, w łazience. Ja leżąca w wannie wypełnionej do połowy czerwoną wodą, z podciętymi nadgarstkami, prawa ręka zwisająca poza wanną z ledwością trzymająca butelkę Jack’a Danielsa, a na ziemi prawie puste opakowanie tabletek nasennych. Miałam lekko otwarte oczy, z których płynęły łzy. Prawie puste oczy, z każdą sekundą coraz mniej było w nich życia. Ktoś walił w drzwi od łazienki, nagle w środku pojawił się on, Yuki. Szybko podbiegł do wanny, położył na moich policzkach swoje dłonie i krzyczał – Głupia! Czemu to zrobiłaś ?! – wyszeptałam bardzo cicho jego imię i zamknęłam powieki, które bardzo mi ciążyły – Nie zasypiaj! Słyszysz !?  Cholera ! Wiem, że nie chciałaś tego, ale nie chce Ciebie stracić, nie teraz. Przepraszam Kyōko. – zatopił w mojej szyi swoje kły wpuszczając tym samym truciznę, którą chciał mi uratować życie, ale nie wiedział, że zapomnę o nim i przestane go widzieć.
 -Właśnie po tym jak Ciebie ugryzłem przestałaś mnie pamiętać i mnie widzieć. Musimy już iść. Jeśli dłużej tu zostaniemy to zapadniesz w śpiączkę.
A co było później? Tak w wielkim skrócie.  W domu wieczorem pojawili się moi rodzice, ojciec wyłamał drzwi od łazienki, a moja matka jak i on krzyczeli, oraz płakali, wtedy się obudziłam. Następnego dnia przebudziłam się w południe, a gdy spojrzałam w lustro miałam już śnieżnobiałe włosy.
_____________________________________________________
coś mi się wydaje, że ten rozdział jest do kitu ;c
gdy go pisałam miejscami płakałam, zwłaszcza, że użyłam mojego najgorszego wspomnienia z dzieciństwa. hehe...
można pisać komentarze, nie trzeba się bać ;c

poniedziałek, 14 lipca 2014

Smutne oczy

Opowiem tobie pewną historyjke.

Była sobie pewna dziewczyna. Kochała ona patrzeć na nocne niebo i spoglądać na gwiazdy, gdyż dzięki temu zapominała co się dzieje w jej życiu.
Niestety pewnej nocy, gdy spojarzała do góry na niebo,nie było tam gwiazd. Rozglądała się długo, aż zauważyła jedną samotną gwiazdkę, której światło było na tyle mocne, że przedostało się przez chmury, jedna łza spłyneła po jej policzku. Poczuła ulgę. Cały bałagan, który miała tego dnia w głowie znikł.
Patrzyła w kierinku tej gwiazdy przez długi, długi czas. Stała w bezruchu. Czuła jakby czas wokoło niej zatrzymał się. Przestał mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.

W&W Rozdział 1





 Rozdział 1„Nowa szkoła”     

   Liceum Hibari. Liceum w którym uczą się wilkołaki jak i wampiry. Moja nowa szkoła. Jestem 16 letnią wampirzycą i mam na imię Hinamori Yukine, przeniosłam się z ludzkiego liceum, ponieważ znęcano się tam nade mną, bo podpadłam jednemu kolesiowi z trójki „wspaniałych” ale nie za bardzo chcę to wspominać. Osiągałam tam dobre wyniki w sporcie jak i w nauce niestety do czasu, bo zaczęłam przez to wszystko opuszczać lekcje.
~***~
     Musiałam załatwić wszystkie  sprawy związane z przeniesieniem mnie do tego liceum u Pani dyrektor. Kiedy właśnie kończyłyśmy wypełniać wszystkie papiery związane z przeniesieniem mnie do tej szkoły zadzwonił dzwonek. Po wypełnieniu ostatniego papierka ,zmysłowa brunetka, którą była ów dyrektorka zaprowadziła mnie do sali, w której uczyła się moja nowa klasa. Kobieta wchodząc do sali kazała mi zostać chwile na korytarzu, gdy weszła wszyscy uczniowie stali na baczność.
- Proszę usiąść - powiedziała spokojnie- Chce wam kogoś przedstawić .-pomachała do mnie żebym weszła do sali. Jak tylko znalazłam się w środku wszystkie spojrzenia, które były jeszcze sekundę wcześniej utkwione w Pani Hashi przeszły na mnie,przez co przeszedł mnie dreszcz.- To wasza nowa koleżanka Hinamori Yukine, będzie z wami uczęszczać od poniedziałku do klasy, proszę bądźcie dla niej mili.
Nic nie powiedziałam tylko ukłoniłam się i powędrowałam za dyrcią  kierując się w stronę gabinetu. U Pani sekretarki zostawiłam swój plecak.
 W sekretariacie czekał na panią Hashi pewien chłopak, po zapachu można było stwierdzić, że jest to wilkołak. Miał kruczoczarne włosy i stalowobłękitne oczy. Sądząc po spojrzeniu pani dyrektor, była zła.
- Panie Isao Ōkami – cały czas powstrzymywałam się by nie wybuchnąć śmiechem. Nasz wilczek ma na nazwisko wilk/wilkołak. Tak wiem, mam dość specyficzne poczucie humoru, ale mnie to pasuje. -ile razy mam widywać Pana pod drzwiami mojego gabinetu w przeciągu jednego tygodnia ? – ocho, mamy tutaj szkolnego łobuza.
-Sam bym chciał to wiedzieć prze Pani.- Dyrcia lekko zmarszczyła brwi.
-Panno Yukine może pani poczekać tutaj chwilkę ? – odwróciła się w lewo w stronę biurka i otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, do kogoś,ale nikogo tam nie było. Obróciła się do wilczka i zapytała- Widziałeś Ōkami , może panią sekretarkę ?
-Tak ,poszła odebrać zamówienie czy coś. – odpowiedział wilczek.
- Panienko Yukine popilnuje Pani tego łobuza przez 10 minut?-Ja mam przebywać ze szkolnym rozrabiaką w jednym pomieszczeniu SAMA?! Źle coś powiem i jeszcze powtórzy się sytuacja z potrzebnej szkoły. Absolutnie się na to nie zgadzam.- Ja w tym czasie poszukałabym książek.-No tak zapomniałam, że ta szkoła ma specjalne podręczniki, oraz , że miałam je dzisiaj dostać.
-N-no dobrze.- lekko się zająknęłam, a chłopak podniósł na mnie swoje błękitne ślepia, wyglądał na niezadowolonego. Po chwili dyrcia zniknęła za drzwiami do jakiegoś pomieszczenia.
Cały czas wilczek wbijał we mnie swój wzrok i mierzył mnie nim, przez co miałam dreszcze. Po chwili usłyszałam jak krzesło na którym siedział zaszurało. Stał za mną. – I co się tak trzęsiesz ? Przecież Cię nie zjem – na te słowa poczułam ulgę, a w jego głosie wyłapałam jakby smutek(?).
-A już myślałam, że tak. -obróciłam się w jego kierunku i zaśmiałam się lekko pod nosem, na co chłopak się lekko uśmiechnął do mnie.
-Jak się nazywasz ? Pachniesz jak…człowiek, ale skoro jesteś zapisana do tej szkoły nie możesz nim być. Czym jesteś ?– zapytał zaciekawiony. No właśnie jestem wampirem i sama tego nie pojmuję! Powinnam pachnieć jak wampir nie jak człowiek,przekąska, ale jest to plus czasami zwłaszcza gdy napatoczy się jakiś łowca ze swoim amstafem lub innym piesiem.
- Mam na imię Hinamori Yukine i jestem…wampirem.- Popatrzył na mnie przez moment, z lekkim zdziwieniem w oczach.
- Trzeba przyznać, że strachliwy z Ciebie wampirek, Hinamori.- lekko się zaśmiał ukazując tym samym swoje białe kły.-Jestem Isao Ōkami jak już pewnie słyszałaś, gdy mówiła o mnie nasza dyrcia. Jestem…-nie dokończył przerwałam mu.
-Wilkołakiem. Wiem czuje.- uśmiechnęłam się do niego.-To ,że jestem wampirem, który pachnie jak człowiek nie oznacza to, że mam upośledzony węch.-zaśmiałam się pod nosem.-za co Ciebie tak często przysyłają do naszej szanownej Pani Dyrektor ?
-Nawet nie wspominaj. Nauczyciele się na mnie uwzięli. O dosłownie wszystko się mnie czepiają, bo nie mam czystej kartoteki.-
-Współczuje Ci. Co takiego zrobiłeś,że jej nie masz ?
-Ale chodzi tobie o te szkolne wykroczenia, przez które mam już „kilka” wpisów w szkolnej kartotece, czy może chodzi Ci o te wpisy z policyjnej kartoteki?- Czyli dobrze myślałam przede mną stoi szkolny chuligan. Szczęka opadała mi na ziemię. Gdy ten to zobaczył zaśmiał się.
-Z obu- powiedziałam z lekkim zapytaniem w głosie.
Gdy tak rozmawialiśmy mijały kolejne minuty. Szczerze? Nie mam na co narzekać. Może i był chuliganem, ale dobrze mi się rozmawiało z Isao, rozmowa się kleiła. Jak ja dawno z kimś tak długo nie rozmawiałam, prócz rodziców.

   Tak właściwie nie miałam jak rozmawiać za bardzo byłam przerażona, by prowadzić jakąkolwiek rozmowę z kimkolwiek. Zwykłe wyjście do warzywniaka po kupienie głupiej marchewki było dla mnie wyzwaniem. Tak my wampiry jemy normalnie warzywa, owoce itd.
Gdyby nie to, że moi rodzice zapisali mnie do psychiatry, to pewnie siedziałabym zamknięta w moich czterech ścianach, na łóżku, pod kołdrą. Na samo wspomnienie tamtych zdarzeń skręca mnie z bólu żołądek. Tak i właśnie w tym momencie. Czemu akurat teraz musiałam to sobie przypomnieć?
 


_______________________________________________________
1 rozdział krótki ale jest.
nie wiedziałam jak je nazwać tak więc jest W&W
myślimy z przyjaciółkami nad nazwą.
ale do rzeczy jak Wam się podoba ?