Rozdział 2 „Utracone wspomnienia”
Leże na podłodze, chyba spadłam z krzesła.
Ten ból jest tak strasznie mocny, że nie mogę krzyczeć czy się ruszyć. Ktoś
krzyczy, ale kto ? Nie wiem. Wszystko się zamazuje, krzyk zanika. Nie widzę już
nic, zapadła ciemność, pustka wokół ,nie ma nic.
Pośród pustki nie wiesz czy czas zwolnił,
przyspieszył, może równie dobrze płynąć normalnie. Nie wiem, bo wokół nie ma
nic by to stwierdzić.
Cały
czas leżąc w tym miejscu tak jak straciłam przytomność,kątem oka zauważyłam
pojawiające się białe drzwi. Powoli wstałam i skierowałam się w ich kierunku,
stanęłam przed nimi. „ Ciekawe dokąd one prowadzą ? Ale z racji ,że jestem w
swojej podświadomości, to wolę ich nie otwierać.” Nagle poczułam jakby ktoś
mnie dotkną. Zignorowałam to jednak, nikt prócz mnie nie mógł tutaj przebywać.
Stałam zamyślona przed tymi drzwiami, gdy znów coś poczułam, tym razem jakby
coś spoczywało na moim lewym ramieniu. Przeszedł po mnie lekki dreszcz.
Spojrzałam na nie, spoczywała na nim dłoń. Mogłam krzyczeć,ale nasuwało się
pytanie „Po co?” to mój mózg, przecież nikt mnie nie usłyszy i nie przyjdzie na
ratunek. Obróciłam się ale nikogo za mną nie było, ta ręka cały czas spoczywała
na moim ramieniu, powoli zaczęła napawać mnie obrzydzeniem.
-Gdzie
jesteś? – w odpowiedzi usłyszałam cichy śmiech. Nie wiem, czemu ale zdawało mi
się, że znam go. Ręka na moim ramieniu podskoczyła pięć razy i wskazywała
palcem do góry, spojrzałam tam. Nade mną unosił się chłopak w długich śnieżno
białych włosach,takie jak moje. Nie miał on prawej ręki.
- O
brawo…znalazłaś mnie.- uśmiechną się lekko ironicznie i strasznie sztucznie.
Zniknął i pojawił się tuż przede mną, aż się wywróciłam.- Nic się nie
zmieniłaś- zimny,sztuczny, ironiczny uśmieszek zastąpił bardziej ciepły i
czuły.-jak byłaś młodsza dość często upadałaś.-powiedział podając mi dłoń i
pomógł wstać.
-Kim
jesteś ?- gdy zapytałam jego twarz nagle posmutniała, a jego szare oczy lekko
świeciły.
-Czyli
naprawdę mnie nie poznajesz? Jestem Yuki – kiedy otworzyłam usta by
odpowiedzieć, on z wyprzedzeniem powiedział.-Nie musisz nic mówić, doskonale
zdaję sobie sprawę jaka będzie odpowiedź.-światło w jego oczach zgasło prawie
całkowicie, spuścił smętnie głowę.
- To
czemu mi nie przypomnisz ? - natychmiastowo uniósł głowę do góry i znowu można
było zobaczy w jego oczach iskierki, zachowywał się jak ja dwa lata temu czyli
jak szczeniaczek.
-Mam
nawet pewien pomysł jak.- białe drzwi jakby same się otworzyły, a chłopak
złapał mnie za rękę i wciągnął za nie do białego światła.-Witam w najważniejszym
wspomnieniu o mnie. To chwila w której się spotkaliśmy.- powiedział cicho.
Widziałam
małą dziewczynkę o brązowych włosach w wieku 6 lub 7 lat, to byłam Ja.
Siedziałam na ziemi i patrzyłam jak rodzice obierają winogrona w ogrodzie u
sąsiadów z działki. Nagle wstałam ,podeszłam do swojego taty, szarpnęłam go
lekko za spodnie, by zwrócił na mnie swoją uwagę i zapytałam- Tato, co by się
stało gdybym zniknęła?
-Skarbie.-ukucnął
przede mną i położył rękę, na głowie.-płakał bym gdyby coś takiego się stało.
Nie tylko ja by płakał i tęsknił. – przytuliłam się do niego. Skąd u 6-7 latki
takie pytania? W tamtym okresie czasowym nie czułam się zbyt potrzebna, bo
zwracali na mnie mniej uwagi niż zwykle. No cóż rozumowanie dziecka. Gdy
skończyłam się tulić do taty, poszłam do mamy i zadałam jej to samo pytanie.
Odpowiedziała mi ona- W ogóle bym nie tęskniła za tobą-moje teraźniejsze ja
zaczęło płakać to wspomnienie bolało. Uśmiechnęłam się do niej krzywo, obróciłam
się i pobiegłam w stronę furtki, gdy byłam już na drodze potkanęłam się o kamienie, nie mogłam już
powstrzymać łez i wtedy przede mną pojawił się białowłosy chłopiec. Podał mi
rękę i pomógł wstać, rzuciłam mu się na szyję i w tym momencie pojawiliśmy się
w domku na mojej działce. Grzebał po szafce, aż w końcu wyciągnął apteczkę i
zaczął opatrywać moje zdarte kolana.
-Dziękuję - powiedziałam
przez łzy.
-No to
teraz kolejne wspomnienie.- usłyszałam za sobą jego smutny głos.
Pojawiliśmy
się w moim domu, w łazience. Ja leżąca w wannie wypełnionej do połowy czerwoną wodą,
z podciętymi nadgarstkami, prawa ręka zwisająca poza wanną z ledwością
trzymająca butelkę Jack’a Danielsa, a na ziemi prawie puste opakowanie tabletek
nasennych. Miałam lekko otwarte oczy, z których płynęły łzy. Prawie puste oczy,
z każdą sekundą coraz mniej było w nich życia. Ktoś walił w drzwi od łazienki,
nagle w środku pojawił się on, Yuki. Szybko podbiegł do wanny, położył na moich
policzkach swoje dłonie i krzyczał – Głupia! Czemu to zrobiłaś ?! – wyszeptałam
bardzo cicho jego imię i zamknęłam powieki, które bardzo mi ciążyły – Nie zasypiaj!
Słyszysz !? Cholera ! Wiem, że nie chciałaś
tego, ale nie chce Ciebie stracić, nie teraz. Przepraszam Kyōko.
– zatopił w mojej szyi swoje kły wpuszczając tym samym truciznę, którą chciał
mi uratować życie, ale nie wiedział, że zapomnę o nim i przestane go widzieć.
-Właśnie po tym jak Ciebie ugryzłem przestałaś mnie pamiętać i mnie widzieć. Musimy już iść. Jeśli dłużej tu zostaniemy to
zapadniesz w śpiączkę.
A co
było później? Tak w wielkim skrócie. W
domu wieczorem pojawili się moi rodzice, ojciec wyłamał drzwi od łazienki, a
moja matka jak i on krzyczeli, oraz płakali, wtedy się obudziłam. Następnego
dnia przebudziłam się w południe, a gdy spojrzałam w lustro miałam już śnieżnobiałe
włosy.
_____________________________________________________
coś mi się wydaje, że ten rozdział jest do kitu ;c
gdy go pisałam miejscami płakałam, zwłaszcza, że użyłam mojego najgorszego wspomnienia z dzieciństwa. hehe...
można pisać komentarze, nie trzeba się bać ;c
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz